O porodzie Maryi można w czasie świąt Bożego Narodzenia przeczytać niemal wszędzie. Czas bożonarodzeniowy nakłania nas do refleksji o tym, w jaki sposób Jezus przyszedł na świat. Dla mnie osobiście ważne jest, aby rodził się każdego dnia w moim sercu. Wracając do tematu, narodziny Jezusa od zawsze budziły kontrowersje. A połóg Maryi – w rozmowach w zasadzie nie istnieje.

Jedni sugerują, że Jezus przeniknął przez święte łono Maryi, nie naruszając fizycznie dróg rodnych Inni uważają, że Dziewictwo Maryi dotyczy tego, że nigdy nie współżyła, nie obcowała z żadnym mężczyzną, jest „czysta” pod każdym względem fizycznym i psychicznym. Dziewictwo Maryi, również to emocjonalne, podkreśla fakt, że Jej zachowanie nigdy nie sprowokowało przedstawiciela płci przeciwnej.

O porodach w Biblii pisałam tutaj: Porody Maryi

A dziś “pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki”. Zapraszam Was do krótkiej refleksji na temat POŁOGU Maryi.

Maryja w połogu

W ubogiej stajence, na sianie, jak mówi tradycja, powiła Panna Dziecię… czyli urodziła całkowicie naturalnie, bez medykalizacji, w wygodnej wertykalnej pozycji, z cudownym wsparciem Józefa. Ale co działo się dalej? Mało jest źródeł piszących o tym, ale ja chciałaby Wam przedstawić moją wizję połogu Maryi.

Podczas rozmów z moją najstarszą córką zaczęły nas dopadać „dziwne” pytania. Kto przeciął pępowinę, a może był to poród lotosowy? Co zrobili z łożyskiem? Ile czasu Maryja spała po porodzie? Czy karmiła Jezusa piersią? Czy to karmienie było dla niej łatwe, czy tak jak my przezywała trudności laktacyjne? Czy bolały Ją piersi, miała nawał pokarmu i problemy z techniką karmienia jak większość z nas? Co Ona jadła? Czy Józef zadbał o Nią w sposób przyziemny? I ile po porodzie musieli zwiewać do Egiptu, „z buta”, w sensie pieszo…?

Połóg to dla kobiety czas rekonwalenscencji. Czas powrotu ciała do stanu sprzed ciąży. Czas zmian i burz hormonalnych. Czas huśtawki nastrojów, śmiechu, radości i łez jednocześnie. Czas początku laktacji. Czas na odpoczynek po wysiłku jakim jest poród. Czas na opiekę nad noworodkiem, na miłość, przytulanie, głaskanie i całowanie.

„Gdy śliczna Panna Syna kołysała”, to Józef dbał o czyste pieluszki, pożywienie, wodę, ciepło. A potem „przybieżeli do Betlejem pasterze”, trochę zakłócając błogi spokój Maryi. Krótko mówiąc, wpakowali się Jej na chatę, bo Malucha chcieli zobaczyć… hej, wróć – nieładnie napisane! Źródła podają, że „przyszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie”- serio? W żłobie, a nie w ramionach Mamy, skin to skin? Oddali Mu pokłon jako Bogu Najwyższemu.

I dotarli też „Mędrcy świata, Monarchowie, co śpiesznie dążyli”. Ci z kolei, chociaż prezenty mieli: złoto, kadzidło i mirrę. Złoto – OK – kasa zawsze się przydaje, ale jakby mi teraz ktoś przyniósł po porodzie kadzidełko to, hmmm… sorry, ale nie. Matce po porodzie mirra i kadzidło średnio są potrzebne. Oczywiście, w tamtych czasach oznaczały one zupełnie co innego. Teraz stanowią symbolikę, ale zdecydowanie wolałabym dostać kawę… ciepłą kawę.

Ogólnie, to jest tak jak we wszystkich kolędach: najważniejsze po porodzie staje się dziecko. To je wszyscy chcą witać i oglądać, a matki schodzą na drugi plan. A jakby jeszcze ciasto miały świeżo upieczone, mieszkanie idealnie posprzątane, to było by idealnie. STOP! Pora to zmienić! Challenge 2020 brzmi: jeśli urodzi bliska Ci kobieta, to zaopiekuj się nią – ugotuj, sprzątnij, zrób zakupy, wypij z nią kawę, daj czas na kąpiel.

Udostępnij, niech niesie się w świat! Razem możemy poprawić życie wielu kobiet!